• Daniel Petryczkiewicz

8 rzeczy które zaskoczyły mnie w Pekinie

Aktualizacja: 8 sty 2018

Chińczycy nie pracują 24 godziny na dobę. Ani nawet nie 12!

Nie wiem dlaczego ale miałem takie stereotypowe przekonanie, że Chińczycy pracują okrągłą dobę! Spore było moje zdziwienie, kiedy okazało się że tak nie jest. Z biura, gdzie pracowałem, często wychodziłem o godzinie 18-19 jako ostatni. Sklepy typu "Pearl Market" pracują np. do 19.30. Metro przestaje kursować przed 23.00! Trzeba uważać żeby nie zostać na lodzie - jeździłem metrem bardzo dużo i dwa czy trzy razy - zupełnym przypadkiem - udało mi się wsiąść do ostatniego składu. Na szczęście! Bo takiej informacji niestety nie ma nigdzie w języku angielskim. Choć samo metro jest naprawdę świetnie zorganizowane i przyjazne zagraniczniakom :)


Jako miłośnik fotografii nocnej ostrzyłem sobie migawkę na te wszystkie oświetlone wieżowce i cuda architektury. Niemałym rozczarowaniem było dla mnie, kiedy tuż przed 23.00 wyłączyli mi w zasadzie całe oświetlenie w Miasteczku Olimpijskim! I to w weekend!!! Podobnie ma się sytuacja w Downtown - wieżowce nie są oświetlone cały czas, a extra oświetlenie włączane jest chyba tylko na specjalne okazje. Ja w każdym razie przez 3 weekendy nie ustrzeliłem takich widoków jakie bym sobie życzył.

Chińczycy śpią gdzie popadnie - tam gdzie stoją, jedzą... albo pracują.

To kolejny stereoptyp, więc widok ludzi śpiących w metrze mnie za bardzo nie zdziwił. W Ale oficjalna drzemka w pracy? Why not! Specjalna poduszka do podłożenia ręki i można spokojnie urządzić sobie w czasie pracy drzemkę/sjestę. Obiad Cię zmęczył? Czemu nie przysnąć na chwilę obok opróżnionej miski? Najzabawniejszy był widok ochroniarza w metrze, który zasnął oparty o bramkę do sprawdzania bagaży.

Samodzielny dojazd na Chiński Mur jest łatwy i tani.

To jeden z najlepszych numerów marketingowych! Chińczycy, korzystając z faktu, że ogromna większość przyjezdnych nie mówi i nie czyta w ich języku, wcale nie śpieszą się z dostarczeniem wskazówek w jaki sposób zobaczyć największą atrakcję turystyczną Chin. Tak się składa, że Badaling (八達嶺), czyli pasmo wzgórz po których ciągnie się najlepiej zachowana, odrestaurowana część Muru, znajduje się godzinę jazdy pociągiem z Pekinu (ok, z jego północnego krańca, do którego trzeba dojechać metrem - czasem nawet... kolejne 1,5 godziny). Wszystko super, ale jak to zorganizować, kiedy na tablicy tylko krzaczki? Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że jeden z głównych dworców kolejowych Pekinu, Beijing North Railway Station, skąd odchodziły pociągi do Badaling, jest remontowany. Szybki research i z pomocą przychodzi świetny artykuł: http://taniezwiedzanie.com/sites/360/jak-samemu-dojechac-na-chinski-mur Zorganizowane wycieczki na Mur wahają się od 200 do nawet 1.000 PLN. Samodzielnie temat można ogarnąć za jakieś 20 złociszy! 12,5PLN wjazd na mur + 4PLN metro + 6PLN pociąg. A satysfakcja i przygoda gwarantowane. W razie pytań - piszcie - póki mam na świeżo.

99% ludzi nie mówi po angielsku. Nawet na migi.

Nastawcie się na to, że w knajpach, metrze czy na ulicy nikt nie mówi ani słowa po angielsku. Ba - nawet na migi często mają problem ze zrozumieniem o co chodzi ;) Słyszałem o tym, ale nie myślałem, że będzie aż tak źle. 


Wydawało mi się, że np. takie międzynarodowe słowo jak WÓDKA, to w Stolycy powinno być znane - szczególnie dla gościa, który sprzedaje w lokalnym monopolowym. Otóż nie. I nie było sposobu aby się dogadać. Wódki nie kupiłem. 


Inny case. Kelner w restauracji - młody chłopak - nie był w stanie zrozumieć w zasadzie niczego - od pytań, czy coś jest słodkie czy słone, poprzez wskazanie napojów w karcie, po kwestie płatności. Była to lokalna, zatłoczona i dobra restauracja, w której na stolik czekaliśmy godzinę! W całej restauracji NIKT z obsługi nie mówił w języku Szekspira. Dopiero jeden z gości się zlitował i tylko dzięki niemu popiliśmy kolację lokalnym piwem.

Puste centra handlowe. 

Chiny przeniosły się do Internetu. Puste centra handlowe straszą. Ciekawe co z nimi zrobią?

Facebook is dead. WeChat is a King.

Czy wiedzieliście, że Chiny znajdują się za murem? Nie tylko tym Wielkim o którym pisałem wyżej. Dzisiejszy mur otaczający Chiny jest cyfrowy. Firewall nie pozwala skorzystać z większości naszych codziennych aplikacji takich jak: Google, Facebook, Instagram czy YouTube. Powód? Ideologiczny. Chociaż, patrząc na to gdzie oni są teraz technologicznie - może chodzić o coś zupełnie innego. O monopol. Wszyscy są on-line. 24/7. Nie wypuszczają telefonów z ręki. Mają nawet takie specjalne holdery nakładane na palec  jak pierścionek, aby telefon nie wypadł z ręki. Są podłączeni dwoma kablami: jeden to słuchawki a drugi z końcówką wetkniętą w powerbank


I zanim do sedna to jeszcze o endemitach. Kojarzycie? Dziobaki żyją tylko w Australii. Diabeł Tasmański - na Tasmanii. A co rozwinęło się za Chińskim Murem? Ekosystem który nazywa się WeChat. Jedna uwaga - poza Chinami ta aplikacja ma niejako z musu ograniczoną rolę do komunikatora internetowego. Ale mówiąc, że WeChat to komunikator, to jakby powiedzieć że iPhone to tylko telefon. 


WeChat powstał jako Chiński odpowiednik Facebooka zintegrowanego z funcką chatu dużo silniej niż ma to miejsce w przypadku "oryginału". To co nie udało się Facbookowi, udało się jednak firmie Tencent (właściciel WeChata). No więc, wyobraźcie sobie miliard ludzi którzy przez cały czas są w jednej aplikacji, w jednym ekosystemie, załatwiają tam wszystkie sprawy, płacą rachunki, przelewają sobie pieniądze, korzystają z nawigacji, wypożyczają rower, płacą za kino, płacą w restauracji… co tylko chcecie. Wszystko dwoma kliknięciami. In China WeChat is the World. No! WeChat is the Universe.

Nie-chińczycy są egzotyczni. Nawet w Pekinie.

Myślałem, że w Stolycy tak nie będzie. A jednak. Czasem czułem się jak celebryta. A jak już jedna osoba zdecydowała się podejść i poprosić o zdjęcie - w ciągu chwili była mała kolejka. Ale wszystko odbywało się w bardzo miły sposób i z pewną dozą nieśmiałości ;)

Komunizm nie wyrugował w Chińczykach duchowości

Idąc do Świątyni Lamy (czynna, buddyjska Świątynia w centrum Pekinu) spodziewałem się turystycznych tłumów tak jak to miało miejsce np. w Zakazanym Mieście. Jakie było moje zdziwieni gdy - po pierwsze okazało się - że większość odwiedzających jest tam nie po to aby zwiedzać ale aby się modlić/prosić/dziękować. Po drugie sądząc po ich zachowaniu, robili to naprawdę z zaangażowaniem, którego dawno nie widziałem. Było zimno - jak to w grudniu - a przed kolejnymi pawilonami świątynnymi i ołtarzami stały kolejki ludzi. Z zapalnymi kadzidłami, przyłożonymi do czoła, skupieni, czekali na swoją kolej. Bardzo mnie to uderzyło a atmosfera bardzo mi się udzieliła. Poza placem między Świątyniami Bębna i Dzwonu, Świątynia Lamy to stanowczo moje drugie ulubione miejsce w Pekinie.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie podglądał i pokazywał także niespodzianych sytuacji ;) Aha, ta statua w tle to 40 metrowy posąg Buddy, wyrzeźbiony w całości z JEDNEGO kawała drzewa sandałowego! Znajdziecie go w Pawilonie Wiecznej Szczęśliwości - ostatnim z pawilonów Świątyni Lamy.


271 wyświetlenia2 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie