• Daniel Petryczkiewicz

ART czyli ogranicza Cię tylko własna wyobraźnia

Aktualizacja: 11 wrz 2018

Nie wiem czy takie długie teksty są wogole czytalne ale zaryzykuje. Dajcie znać w komentarzach czy przydatne i co myślicie. W założeniu tekst ma być dla normalnych choć wrażliwych w patrzeniu - nie tylko foto-freaków.


Od prawie dwóch tygodni mam okazję i przyjemność testować najnowsze obiektywy Sigma ART. Czas wiec napisać parę słów w temacie. Tutaj uwaga - nie jestem typem gościa, który zna każdy szczegół i parametry techniczne sprzętu. Szczerze to nawet niezupełnie mnie one interesują.


Dlatego z reguły zatrzymuję się na najważniejszych i podstawowych parametrach - przesłona i ogniskowa, które były dla mnie bardzo ważne przy wyborze pierwszych testowanych szkieł.


Przesłona czyli parametr „f” lub jeszcze inaczej - jasność obiektywu, mówi nam o tym, jaką głębię ostrości jesteśmy minimalnie i maksymalnie w stanie uzyskać. Czyli, co i jak głęboko na zdjęciu będzie ostre. Im parametr „f” niższy (np. 1.4), tym większe mamy rozmycie tła (lub pierwszego planu). To jest ta magia, która dają nam bardzo jasne obiektywy. A zaraz! O co z ta jasnością chodzi? Ano o to, że obiektyw z niską wartością f wpuszcza dużo więcej światła (nie wnikając w szczegóły - tak naprawdę im niższa wartość tym mocniej otwarty obiektyw), co pozwala robić wyraźne fotografie nawet przy słabszym świetle. Nie jest to jednak jedyny parametr, który o tym decyduje ale potocznie często tak się o tym mówi.


Drugi parametr - ogniskowa. Obiektywy linii ART są stałoogniskowe - co oznacza, że musimy radzić sobie tylko z takim przybliżeniem jakie daje nam szkło - nie mamy możliwości przybliżania obrazu czyli potocznie zoomu. To powoduje, że aby zrobić zdjęcie z bliższej odlegości musimy ...podejść). To daje niezwykłe możliwości zobaczenia kadrów, ludzi, sytuacji czy rzeczy - z zupełnie innej niż do tej pory perspektywy! Stara prawda fotograficzna mówi, że aby wniknąć w temat nad którym się pracuje, trzeba podejść blisko… „Stałki” bardzo do tego motywują. Oczywiście nie wszystkie, ponieważ mamy do czynienia ze stało-ogniskowymi obiektywami o bardzo dużym przybliżeniu (np. 500 mm) - co tworzy jeszcze inną historię ale wciąż jest o tym samym. Nowej perspektywie patrzenia. Tworzeniu rzeczywistości i pokazania jej tak, jak bez nas nikt by jej nie zobaczył.


Obydwa opisane wyżej parametry okrutnie mnie jarają w obiektywach. Bo to one decydują, jak będzie wyglądał świat, który chcę Wam pokazać. W obiektywach SIGMA ART jarają mnie podwójnie - są to jedne z najjaśniejszych obiektywów na rynku (f 1.4 lub 1. i oferują szeroki zakres ogniskowych - od „prawie” rybiego oka 14 mm po „lunetę” 135 mm. Jako „sportowiec” dodam, że czekam na wersje 300 i 500

Eh, zachowując tą jakość i światło to byłyby cuuuda! Ale tez chyba dodatkowy statyw musiałbym do nich mieć. Musicie wiedzieć, że im obiektyw ma lepsze parametry przysłony tym większe a zarazem cięższe ma soczewki. Przykładowo - wydawałoby się instynktownie, że 14 mm powinno być niewielkim, lekkim szkłem a tymczasem waży i długi jest niemal jak 85-tka. Zaś 85-tka dorównuje długością mojemu zoomowi Sony 70-300!


Biorąc ART0-a do ręki czujesz od razu, że masz do czynienia z czymś solidnym ale i szlachetnym. Ja przywiązuje dużą wagę do jakości wykonania rzeczy. Ten obiektyw jest ciężki. Obiektywnie. Najcięższy chyba jaki miałem w rękach - niemal tak ciężki jak 500 mm Sony. Choć może to wrażenie - nie ważyłem. Moja pierwsza myśl - czy po to zmieniałem aparat na lekkiego bezlusterkowca, aby tez katować kręgosłup takim klocem? Ale kiedy spojrzałem w wizjer to zapomniałem o wadze. Może mózg powiedział - zapomnij, jest tego wart ten ART. Jeśli fotografujesz okazyjnie, to możesz nie wiedzieć o czym mówię. Zawodowy fotograf, szczególnie taki, który spędza dużo czasu ze sprzętem we rękach (a nie np. na statywie) wie, jak po całym dniu i tysiącu klatek potrafi napieprzać kręgosłup. Przez prawie dwa tygodnie posiadania Sigmy 85 nie narzekałem ani razu. Tzn. nie narzekałem bo bolało jak zwykle czyli umiarkowanie - może w formie po prostu jestem Wracając do wykonania - bardzo podoba mi się budowa - jak wykuta z jednego kawałka tworzywa. Delikatny, srebrny znaczek A nadaje szlachetności. Na obiektywie nie ma zbędnych elementów ani napisów. Przełącznik ostrości (manual - auto) i nic więcej. Pierścienie chodzą niezwykle płynnie. Dekielek nie wygląda za dobrze - taki jakby nie do pary. No ale kto się przejmuje dekielkiem… Dekielek się wyrzuca albo chowa głęboko zaraz po założeni filtra UV.

Autofokus. Bardzo szybki w dziennym świetle. Bezbłędnie wie gdzie patrzy moja źrenica. Im jednak ciemniej, tym dzieje się gorzej. Na pewno to jest jakiś parametr do przyjrzenia się w kolejnej wersji. Miałem porównanie w czasie nocnego fotografowania pokazów wakesurf - szeroki zoom Sony 2.8 zdecydowanie mniej się mylił. Fotografując imprezę WakeGP wczoraj, kiedy przyszło do wieczornych zdjęć musiałem czasem wyłączać automatykę focusa - łatwiej było manualnie zapanować nad kadrem i tym co chcę a co nie mieć ostre. Dla ułatwienia dodam, że warto włączyć sobie w takiej sytuacji „kolorowanie” ostrego obszaru w wizjerze - mi sprawdza się super, i działało z tym obiektywem w naprawdę czuły sposób.





To co jest jednak największą siłą tego szkła, to niewiarygodna ostrość już od 1.4 czyli pełnego otwarcia przesłony. Zapomnijcie o micie fotograficznym, że obiektyw ostrzy optymalnie 2 przesłony od największej dziury. Nie tutaj, nie Sigma ART 85 1.4. Tutaj od początku do końca jest żyleta i to aż niewiarygodna. Zaraz po publikacji pierwszych zdjęć usłyszałem, że jest w nich coś niesamowitego, jakaś zupełnie inna jakość i świeżość. I to jest prawda. Plastyka obrazu, kolory, rozmycie poza polem ostrości - tworzy magię. Przez kilka pierwszych dni nie zdejmowałem 85-tki z aparatu. Czułem się jak dzieciak, zadowolony, że mogę kreować nagle zupełnie inne światy. 85-tką sfotografowałem pierwszy raz w życiu ślub i wesele Przyjaciół. Trudna decyzja jak cholera - po pierwsze nigdy tego nie robiłem, po drugie szkło nieznane… zaryzykowałem. Po uroczystości ślubnej zrzuciłem na telefon kilka obrazów i w zasadzie to nic z nimi nie robiłem. Wysłałem do organizatorów i żony - reakcja była woooooooowwwwww! Rzeczywiście. NIe chcę sobie ujmować - kadry wybrałem dobre, ale dzięki możliwościom 85-tki i perspektywie którą daje, narysowałem przepiękne emocje tego momentu. Rozstałem się z nim na weselu tylko raz aby zrobić szerokie ujęcie wszystkich gości weselnych. W inny dzień pojechałem jak zwykle popływać na desce. W sumie niewiele się działo, jak to na spocie - pływamy, gadamy, jesteśmy razem. Pomyślałem, że może by zrobić trochę portretów, ale takich… z innej perspektywy. Zobaczyć, co wyczaruję patrząc z góry. Nie było łatwo, bo 85 zawęża pole widzenia ale znów wyszło magicznie, inaczej i pozwoliło zobaczyć PIĘKNYCH ludzi z jakimi mam do czynienia jeszcze PIĘKNIEJSZYMI.





Jako, że w takich sytuacjach się nakręcam, to kolejny temat wyczarował się błyskawicznie… deska surfingowa, piękni słoneczni chłopcy i za chwilę na wake spocie mieliśmy Californication!





Podsumowując - gratuluję Sigmie, że skonstruowała takie dzieło sztuki jak 85-tka ART. W tej chwili testuję jeszcze 14 mm - o tym szkle kolejnym razem. Drżę na myśl, że dostanę w ręce wersje 35 i 50 mm. Słyszałem, że dają jeszcze ostrzejsze, jeszcze bardziej plastyczne obrazy. Aż trudno mi sobie to wyobrazić! Do pary z moim Sony Alpha 7RII, „stałka” o takim świetle jak 85 mm - przypomnę 1.4 - daje możliwość fotografowania w każdym świetle i uzyskania ostrych obrazów. Reszta to kwestia Waszej wyobraźni. Ograniczeń brak.



Bardzo dziękuję Sigma ProCentrum w Warszawie za otwartość i możliwość współpracy w testowaniu ART-ów.

152 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie