• Daniel Petryczkiewicz

Love, miracles i... Katie Melua oraz dlaczego w Chinach nie możesz być miętkim fiutem

Ponieważ poprzednie kilka wpisów dość się Wam podobało i obiecałem kontynuację tematyki Chińskiej, to dzielę się jeszcze kilkoma refleksjami, których nie przeczytacie w żadnym oficjalnym przewodniku a może nawet nigdzie indziej, bo nie jestem pewny czy ktoś zwraca uwagę na takie rzeczy jak porzucone rowery, napisy na ubranich i ... a zresztą - sami przeczytajcie. Myślę, że mam miejsce w głowie na jeszcze jeden post zza Wielkiego Muru a potem to już wrócę na domowe podwórko. Dajcie znaka jak bardzo się nie podoba od -3i3/4 do -2.


Writings on the… clothes

Nigdzie poza Chinami tego nie zobaczycie! W kraju gdzie ooogromna większość ludzi nie mówi słowa po angielsku każdy szanujący się obywatel musi mieć choć jedną część garderoby z dużymi angielskimi napisami. Najlepiej z tyłu. Co najśmieszniejsze, są one w większości całkowicie pozbawione sensu. Zdarzają się tez mądrości prosto z Coelho, choć z kontekstu lekko wyjęte. Na przykład: „Tam gdzie jest wspaniała miłość zawsze zdarzają się cuda” - na plecach czarnej, długiej puchówki. Po francusku i angielsku!

O co chodzi??? Chińczycy zafascynowani są zachodnią kulturą. Są jej ciekawi. Dodatkowo są od niej odgrodzeni Great Firewall-em. Statystycznego mieszkańca Pekinu nie stać na podróż do Europy czy USA. A fascynacja tym co nieznane i egzotyczne pozostaje. Z drugiej strony - kto wlatach 80-tych w Polsce nie chciał mieć koszulki z Limahlem czy Modern Talking (dla młodszej części widowni - weźcie sobie wygooglojcie temat ok)? Wiem, że to trochę co innego od różowej kurtki na której plecach widzisz wielkie napisy: STONE WATER PIANO - no bo gdzie tu sens! ...a musi być?

There are nine-million bicycles in Beijing

Katie Melua wcale nie przesadzała. Są wszędzie. Czasem miałem wrażenie, że jest ich więcej niż ludzi. Głównie żółte i pomarańczowe. Natykasz się na nie wszędzie. Na ulicy, na trawniku, koło metra, w parku, przed sklepem, pod drzewem, na drzewie, w stawie i gdziekolwiek sobie wymyślisz. Niektóre chyba chwlę leżały.

Rowery. Rentalowe. Takie nasze Veturilo. Szczytem (dosłownie) była GÓRA rowerów pod Centrum Wangjing SOHO.


Tylko raz udało mi się zobaczyć je uporządkowane. Było wcześnie rano. Niedziela.

Rentalowe rowery to mega biznes w Chinach, tylko że 95% rynku mają dwie firmy - Ofo (żółte) i Mobike (pomarańczowe). Żeby nie było wątpliwości - jedna firma należy do Alibaba Group (to Ci od AliExpress) a druga do Tencent (goście od WeChata). Dziwić się, że nikomu więcej nie udało się wejść na rynek a w ostatnim czasie 6 firm rowerowych zamknęło swoje biura. Podobno koszty sprzątania rowerów oraz napraw położyły je na łopatki. Monopol? Who the fuck cares ;)


To nie jest kraj plastikowych podróbek

Pearl albo Silk Markets to tradycyjne miejsca (tak naprawdę po prostu domy towarowe), gdzie kwitnie handel podróbkami wszelkiej maści. Lecąc do Chin zastanawiałem się jak to będzie z TYMI zakupami. Z jednej strony napalałem się, że zakupię trochę podróbek - wiecie, żeby mieć kultowe pamiątki, z drugiej trochę się obawiałem jak to jest z tym targowaniem i naganianiem klientów. Strasznie tego nie lubię (naganiania) - wolę zakupy w spokoju i zwykle pod presją wydaję bezsensownie pieniądze (ja stary wyjadacz sprzedawca i marketingowiec - sic!). Po pierwsze rozczarowałem się. W zasadzie prawie na każdym stoisku był ten sam asortyment, a to czy kupiłeś czy nie, zależało tylko od skuteczności sprzedawców i tego jak szybko Cię dopadli. Po drugie - okazali się nie aż tak agresywni jak się tego obawiałem. Jeśli chodzi o negocjacje to jest po prostu ROZKOSZ! Uważam, że w ramach szkoleń każda firma sprzedażowa powinna obowiązkowo wyjeżdżać na szkolenie terenowe w Chinach. Majstersztyk! Nie będą Wam tu zdradzał wszystkiego - wiedźcie tylko, że twardym trzeba być do końca. Oni tam nie szanują miętkich fiutów. A większość sprzedawców to Kobiety ;)


Dwie refleksje na koniec. Primo. Ten biznes się kończy. Część boksów w 4 piętrowym domu handlowym koło Świątyni Niebios świeciła pustkami a wybór na tych istniejących, nie był w żadnym wypadku powalający. Nie jest prawdą, że można tam kupić w zasadzie wszystko to co na AliExpress. Wybór jest jakieś 100 razy mniejszy. Dlaczego? Klienci poszli do matrixa - są on-line. Inna kwestia, to przejście Chin na wyższy poziom. To nie jest już kraj plastikowych podróbek i tandety. Poziom życia podniósł się na tyle, że bez problemu stać ich na marki. A chcą i potrafią się świetnie ubrać, chcą coraz bardziej jakościowych, świetnie wykonanych rzeczy. Wiem też z rozmów jak bardzo rozwija się np. rynek jakościowych produktów dla dzieci. Krótko mówiąc zapomnijcie o chińskim stereotypie kraju podróbek i tandety.


Na podróbkach na pewno się nauczyli i dorobili. W każdej dziedzinie. Ale poszli do przodu. I są dalej niż w Europie sobie myślimy…

Oczywiście bierzcie poprawkę, że mówię z perspektywy Pekinu. Może ktoś kto był na prowincji skomentuje inaczej? Bardzo zachęcam!


Druga refleksja jest taka, że jeśli szukacie Chińczyka, który mówi po angielsku to jakimś cudem na Pearl Market mówią wszyscy :) Kiedy trzeba dobić targu nagle potrafią nawet po polsku mówić ;) Practice makes perfect. W końcu 95% klientów Pearl Market to obcokrajowcy. Było to też jedyne miejsce w Pekinie, gdzie w ciągu miesiąca pobytu spotkałem Polaków…




70 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie