• Daniel Petryczkiewicz

Lekcje które dają nam nasze dzieci

Nasz Kamil jest w pierwszej klasie warszawskiego Poniatowskiego na profilu chemicznym. W weekend pisał drugi etap Olimpiady Chemicznej. Pisał jako jedyny pierwszoklasista w Warszawie. Jesteśmy z niego niesamowicie dumni. To co osiągnął i co osiąga jest zasługą jego niebywale ciężkiej pracy oraz pasji z jaką podchodzi do chemii.

Tak dla ścisłości. Są ferie. Przez pierwszy tydzień wciąż uczył się do Olimpiady, która wypadła w środku ferii. Wcześniej większość weekendów spędził albo na Politechnice albo na weekendowym Kółku Olimpijskim. Od poniedziałku idzie na feryjny camp naukowy na Politechnikę. Zapytałem go czemu to robi? Przecież są ferie. A on na to – „Tato, a Ty jakbyś był na urlopie, to byś nie fotografował?” W zasadzie zrobiło mi się głupio.


Jechaliśmy rano na Uniwersytet Warszawski. Odwoziłem go właśnie na pierwszy dzień zmagań Olimpijskich. Rozmawialiśmy o tym jak to ogarnąć. Kamil podsumował swoje przemyślenia w tym temacie. Wg niego są trzy przykazania, które pozwolą wg niego przejść z sukcesem przez to wymagające zadanie. Pomyślałem, że są dość uniwersalne i są o życiu, które też jest „Olimpiadą” albo przynajmniej biegiem przez płotki na długim dystansie.

Pierwsze: PROSTOTA. Bardzo rzadko okazje się że trzeba opisać lub policzyć jakiś niezwykle skomplikowany związek chemiczny (tutaj dziecko moje użyło kilku nieznanych mi nazw i coś opowiedziało o wiązaniach węglowych i pierścieniach – pokiwałem ze zrozumieniem głową ale nie byłem pewny czy mówi poważnie czy sobie ze mnie żartuje 😉 Chodzi o to, że w ogromnej większości wypadków chodzi o prostotę. Aby do niej jednak dojść, trzeba po drodze wykonać sporo fikołków i akrobacji. Na samym końcu zaś okazuje się że chodzi o sól kuchenną. I nie należy od razu rozpaczać i wątpić w siebie, że wyszło coś prostego. Zwykle w życiu chodzi o proste rzeczy więc nie wyolbrzymiaj i nie komplikuj. Jeśli słyszysz tętent kopyt to znaczy, że biegną konie a nie zebry.


Drugie: WIARA. Zadania, które dostają Olimpijczycy wyglądają na pierwszy rzut oka przerażająco i monumentalnie. Sam tak powiedziałem kiedy dał mi kiedyś do przeczytania arkusze zadań. Autentycznie załamałem się bo nawet bym nie wiedział jak się do tego zabrać. Ale jeśli przeczytasz je raz, drugi, trzeci i zaczniesz trochę rozbierać na kawałki, okazuje się, że te mniejsze kawałki są zupełnie w zakresie Twoich możliwości. Każdy kawałek można przeżuć i przełknąć, więc nie poddawaj się zanim nie spróbujesz. Każdego, nawet największego słonia można zjeść. Po kawałeczku.


Trzecie. MYŚLENIE. Tego nic nie zastąpi. Logika, to bardzo mocna choć czasem uciążliwa strona osobowości Naszego Syna. Często wymyka się empatii czy też emocjom. Ale chyba jest mu niezbędna i pozwala mu przechodzić przez tego typu sprawdziany z sukcesem. Zauważyłem też, że logika bardzo wspiera kreatywność w takich przypadkach. Po prostu zastanawiając się nad czymś logicznie dochodzimy do miejsc, gdzie logicznie przeczuwamy obecność czegoś co tam być powinno ale tego nie ma. Więc wtedy trzeba to wymyśleć. Logika wydaje się też pomagać w wizualizacji. Nawet nie znając odpowiedzi Kamil potrafi wyobrazić sobie mniej więcej to co powinien widzieć lub stan w jakim zjawisko/proces powinno się znaleźć -zgodnie z logiką. Pewnie jest też tak, że logika może ograniczać. Prowadzić w ciemne zaułki w których czai się szaleństwo biorące się z frustracji, że nie ma tam tego czego oczekujemy a wymyśleć nie potrafimy. Wszystko ma pewnie swoje dwie strony.


Żeby zobrazować teraz jak różnią się nasze dzieci od siebie, opowiem Wam na zakończenie o naszej córce. Malarce, tancerce, marzycielce, wrażliwcu, który potrafi się zamknąć na godziny w pokoju i swoim świecie, która dziś jest w depresji a jutro w euforii i za którą często nie nadążamy. Moja Agnieszka wczoraj stała przed lustrem i głośno zastanawiała się co i jak należy poprawić i gdzie sobie może wstrzyknąć kwasy i botoksy bo jest z nią coraz gorzej. Na co Karola, która stała za nią powiedziała: „Mamo, spójrz na tego Anioła w lustrze i nic nie rób.”


Takie lekcje dają nam nasze dzieci. Już nas przerosły. Jedne lekcje są długie i bardziej skomplikowane, drugie zawierają się w jednym zdaniu i akapicie. Ale ważą tyle samo.


Jeśli odczytałeś do końca (za co Ci dziękuję) to zastanawiasz się pewnie co to ma wspólnego z fotografią? 3 lata temu stworzyłem cykl fotografii. Nazwałem go „Uprawianie Rodziny”. Jest intymnym zapisem naszego życia codziennego. Fotografie powstawały przez rok.

Używałem do nich tylko jednego rodzaju obiektywu 50mm. Wykonywałem 1-2 zdjęcia dziennie. Do tej pory nie publikowałem tych zdjęć. Wydawały mi się banalne. Kiedy patrzę na nie z perspektywy tych kilku lat postrzegam je zupełnie inaczej. Tak zwykle dzieje się, kiedy w fotografii utrwalamy prawdziwe emocje i wkładamy serce. Karmią się one upływającym czasem i dojrzewają. Poczułem, że to dobry moment aby zacząć się nimi dzielić. Mam nadzieję że odnajdziecie w nich coś dla siebie. Będę się starał publikować systematycznie zdjęcia, zawsze z tekstem. Trzymajcie kciuki. Jeśli coś Wam się spodoba lub też nie napiszcie w komentarzu.


Zapraszam też na swoją stronę: Daniel Petryczkiewicz Photography

107 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie