• Daniel Petryczkiewicz

Patrz! Patrz! Patrz!


Ostatnie dwie podróże zrobiłem na zupełnie lekko. Bez APARATU. Costriera Amalfitana         (o tej podróży innym razem) a teraz Londyn. Powiecie - zwariował! Fotograf bez APARATU! A ja Wam powiem - najlepszy aparat to nie lustrzanka z 40 milionami megapikseli. Najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie, wtedy kiedy „się dzieje”!


Ja stawiam na swojego wysłużonego już iPhona 6s. Jeśli tylko wiecie jak się nim posłużyć to naprawdę odpłaci Wam stukrotnie. Co mam na myśli, mówić o tej wiedzy? Przecież wszyscy wiedzą, że telefony robią zdjęcia ”same”. Powiem Wam tak - niesamowitym jest to, jak bardzo używam wiedzy na temat światła i jego pomiaru fotografując iPhonem. Nawet powiem, że ta wiedza jest dużo bardziej przydatna niż gdy fotografujesz lustrzanką/bezlusterkowcem. W APARACIE, który ma milion megapikseli, mamy takie możliwości poprawienia obrazu, że wiele błędów ekspozycji możemy naprawić w czasie postprodukcji. W obrazie generowanym przez iPhona, te możliwości są dziesięciokrotnie mniejsze! Dlaczego? Ano bo mniejsza jest matryca oraz rozdzielczość, mniejsza tolerancja na wysokie ISO oraz ogranicza nas format zapisu obrazu - czyli JPEG a nie RAW (surowy plik w którym zapisana jest ogromna ilość danych umożliwiająca nawet głęboką postprodukcję). Tak więc z iPhonem czuję się trochę „nagi”. Pstrykaczy jest miliony milionów i każdy produkuje do social mediów takie same obrazki, pstryki. Więc moja nagość polega na tym, że zostaję sam na sam z sytuacją. Bez wsparcia moich szkieł, giagapikseli i całej elektroniki. Ja i sytuacja z której być może wykreuję obraz. I tutaj wchodzi znajomość podstaw fotografii - przede wszystkim tego jak mierzone jest światło w aparacie (w każdym tak samo co do zasady - także w tych umieszczanych w telefonach) oraz świadomość ograniczeń naszego telefonu-apraratu. Wiem, na przykład że nie zrobię raczej ciekawego zdjęcia nocnego moim iPhonem - nie reaguje on dobrze na kompletne ciemności, nie mam też możliwości ustawiania czasu naświetlania aby malować światłami przejeżdzających samochodów. Artefakty i szumy skutecznie zniekształcą nocną scenerię - w większości wypadków. Wiem, natomiast że mogę tworzyć ciekawe obrazy w pełnym świetle, ale też przy wschodzie i zachodzie słońca. Nie każdy wie, że klikając na ekran wskazujemy procesorowi sterującemu aparatem gdzie powinno być mierzone światło. Możemy też ten pomiar zablokować lub go regulować. Spróbujcie! To doskonała szkoła, przydatna bardzo w zrozumieniu jak działa to w APARACIE. Dodam tylko, że w zasadzie nie używam lampy błyskowej               w iPhonie. Staram się też wyłączać HDR - tworzy moim zdaniem zbyt cukierkowy obraz, wolę sam zapanować nad tym co i jak będzie naświetlone. Raczej rzadko robię też zbliżenia - niestety iPhone 6C nie jest jeszcze zaawansowany na tyle aby zoom dawał dobrej jakości obraz - nawet przy świetnym oświetleniu. Znam więc naprawdę dobrze ograniczenia mojego sprzętu. Można się więc zająć tym co naprawdę ważne - PATRZENIEM I ZAUWAŻANIEM albo nawet więcej - PRZEWIDYWANIEM ciekawych sytuacji.


Kiedyś już o tym pisałem, że dzięki pływaniu na wakeboardzie zacząłem fotografować ludzi i przestałem się tego bać. Po prostu stało się to naturalną rzeczą, że aparat mam zawsze pod ręką a znajomi po prostu się do tego przyzwyczaili. Ja zaś nauczyłem się, że jeśli intencje mam dobre i podchodzę do tematu otwarcie, to fotografowanie ludzi - nawet twarzą w twarz - nic złego nie powoduje i nie ma się czego obawiać. A wręcz przeciwnie - często dzieją się rzeczy niesamowite, kiedy z fotografowaną osobą wchodzimy w interakcję.


Londyn. Przyjechałem tutaj biznesowo - specjalnie nie brałem APARATU, ponieważ wiedziałem, że nie będę miał czasu poświęcić się fotografowaniu tak jak lubię. Stwierdziłem więc, że rzucę sobie wyzwanie i będę próbował pokazać City iPhonem, uwieczniając rzeczy znane wszystkim ale w nieznany sposób. To jest dewiza która zaczęła mi od jakiegoś czasu przyświecać - zanim zrobię zdjęcie, szukam i myślę jak pokazać to co wszyscy obok mnie fotografują, tylko że inaczej. Albo nie fotografują ;) Tak było dzisiaj po południu. W City słońce ma z jednej strony ograniczone możliwości (drapacze chmur) ale z drugiej tworzy kompletnie nowe byty świetlne poprzez setki, tysiące odbić w szklanych i metalowych fasadach wież. Ja miałem to szczęście, że byłem w Londynie na przełomie września i października, kiedy słońce pada pod ostrym kątem         i daje dużo miększe światło niż w pełni lata. Idąc na spotkanie przemierzałem na przełaj całe City. W pewnym momencie skręciłem z Copthall Ave w wąską Angels Court. Światło oślepiało ale jednocześnie odbite od potężnej szklanej ściany po lewej i kolejny raz od białego kamienia fasady budynku po prawej, kładło się na chodniku (też gładkim) absolutnie niesamowitymi strumieniami, których nie widziałem nigdzie wcześniej. Wiedziałem już, że tu się musi coś wydarzyć - że takie światło nie pada na marne. iPhona mam zawsze gotowego. Skierowałem go pod słońce, wiedząc, że soczewka sobie nieźle z tym radzi, dla pewności kliknąłem pomiar światła w jasnym miejscu (dzięki czemu wszystko pozostałe pogrążało się w czerni - w tym ludzie wchodzący w tą niesamowitą plamę światła). Ostry kąt padania światła zapewniał efektowne wydłużenie cieni - pozostało poczekać. Zrobiłem chyba 3 albo 4 klatki. A ponieważ czas mnie gonił, upewniłem się że mam to co chciałem i wszedłem do budynku pogrążając się                   w biznesowym niebycie. Klatka okazała się naprawdę niesamowita! Wyciągając nieco ze świateł szczegóły ukazały się wyraźnie budynki zamykające tą wąską uliczkę, dodatkowo odbijające się w szklanej ścianie. Ostre światło prosto w obiektyw, długi cień i czarna sylwetka mężczyzny w płaszczu, z rękami w kieszeniach, przemykającego samotnie pod ścianą. Stworzyło to niesamowity, odrealniony klimat jak z Incepcji (takie moje skojarzenie). Niewielka obróbka w moim ulubionym Adobe Photoshop Express (kontrast, światła, cienie, przejrzystość) i mamy mega niebanalną fotografię z Londynu - z The City. Cieszę się, że Wam także się tak bardzo spodobała :)



Druga historia wydarzyła się w okolicy „złotej godziny”. Koło 18 światło robi się coraz bardziej łagodne, ciepłe, choć wciąż oślepia. Kładzie się, odbija i przenika - przez drzewa, okna, między budynkami. Szedłem Strand St. Gdzieś w okolicy Temple Church przykuł moją uwagę Londyński autobus - pomyślałem, że sfotografuję go razem                              z charakterystyczną Londyńską taksówką, pod światło, które fajnie filtrowało się przez drzewa po drugiej stronie placu. Zrobiłem to zdjęcie a zaraz potem w kadrze pojawiła się piękna, klasycznie angielska dziewczyna i elegancki gentlemen. Nie pozostawało nic innego jak nacisnąć migawkę. Bohaterowie kadru są pięknie "wycięci" przez kontrastowe światło, co tylko dodaje elegancji tej fotografii. iPhone poprawnie zmierzył światło uśredniając pomiar, dzięki czemu mamy niesamowity kadr - niemal jak z żurnala modowego - ostry, teatralny wręcz i pięknie oświetlony, ponieważ światło padało                   w obiektyw ale pod kątem a nie wprost. Takie historie można mnożyć. Obie mają jedną cechę wspólną - przy obu kadrach ryzykowałem i szedłem kompletnie wbrew regułom, robiąc zdjęcie nie „ze światłem” ale „pod światło”. W pełni byłem tego świadom, wiedząc w jaki sposób chcę pokazać daną scenę.



Na koniec a’propos łapania sceny. Od pewnego czasu - być może to przychodzi                    z doświadczeniem, z wiekiem, z ilością wypstrykanych klatek - wizualizuję sobie to, co sprawi, że nacisnę migawkę. Zgodnie z naukami mistrza Bressona, czekam w ciekawym miejscu. Ale zadaję sobie pytanie - na co czekam? Jak ma wyglądać to coś, co spowoduje że nacisnę migawkę? Oczywiście to nigdy nie jest w najdrobniejszym szczególe - przecież nie jestem w stanie sterować ruchem ulicznym ;) Ale np.                         w przypadku zdjęcia w City, wiedziałem że potrzebuję ciekawego człowieka, który odpowiednio wejdzie w kadr który miałem wcześniej (sic!) ustawiony. Wiedziałem też, że jest to bardzo prawdopodobne, bo jestem w miejscu gdzie co chwilę przechodzą tłumy ludzi! Trochę trudniej było ze zdjęciem angielskiej elegantki - tutaj trochę zadziałał przypadek, trochę instynkt. Sfotografowałem najpierw scenę, którą sobie upatrzyłem,             a jako bonus za cierpliwość i przygotowanie dostałem świetny kadr modowo-uliczny.


Zauważyłem że moje teksty się wydłużają. Nie wiem czy to dobrze - to Wy mi powiedźcie.


Mój ulubiony pisarz Haruki Murakami napisał - „Tańcz, tańcz, tańcz”. Ja mówię - Patrz! Patrz! Patrz! ale bądź przygotowany na to co się wydarzy. Bo wydarzy się TYLKO RAZ.

77 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie